O NAS          DO POCZYTANIA         W KONTAKCIE
CZEŚĆ, NAZYWAMY SIĘ RODZINA Z ODZYSKU I CIESZYMY SIĘ, ŻE JESTEŚ Z NAMI. 
Dzień w dzień realizujemy nasze MARZENIA i dzielimy się wszystkim na ŻYWO!
Zapraszamy CIĘ do NASZEJ podróży. 
Serwujemy inspiracje, uśmiech i sposób na SZCZĘŚCIE, ZDROWIE i OBFITOŚĆ.
14 września 2017
Jak czołg sprawił, że poczułem wdzięczność
W rolach głównych:  Krzysztof, Julian, czołg.
Nauczyłem się ostatnio, że nie zawsze jest do końca w porządku robić coś, jeśli w zamian czegoś oczekujemy. Temat pomógł mi zrozumieć Julian i jego nowy czołg, a więc kolejna rzecz, której może nauczyć nas rodzina. O tym chcę dziś napisać – podzielić się z Wami spostrzeżeniami, które w moim odczuciu są bardzo istotne.  
Myślę, że ta lekcja może dotyczyć wielu rodzin i być cenną wskazówką, nie tylko w relacjach z bliskimi, ale w każdej sytuacji naszego życia. 
Historia pewnego czołgu
Wspominałem już wcześniej, że Król Julian uwielbia wszystko, co wojskowe. Wygląda na to, że szybko mu to nie przejdzie. Jego pokój to prawdziwe pole bitwy: Lego tworzy armię, a wszystkie inne zabawki biorą udział w manewrach, walkach i przegrupowaniach. Sam Julian jest oczywiście Generałem zarządzającym i przewodzącym wszelkim działaniom. Wcześniej ustaliliśmy, że ja jestem Dowódcą, a mama Zwierzchnikiem całych Sił Zbrojnych. Krótko mówiąc, to Magda ma zawsze ostatnie słowo. Taka rodzinna hierarchia.  
Pewnego razu Julek zaprosił mnie do udziału w jednej walce. Do tej misji jednak potrzebne było dużo czołgów, więc zbudowaliśmy parę z Lego. Cały czas mało. Julek powiedział, że chciałbym mieć takie “inne” czołgi. Zaczął opowiadać o plastikowych modelach do składania, używając przy tym każdego możliwego argumentu, dlaczego właśnie to jest mu potrzebne.  
Temat wydał mi się bardzo interesujący. Mój Tata od dawna buduje modele i zawsze mi tym imponował. Dba o wszystkie szczegóły i robi nieziemskie wręcz malowania. Buduje z papieru, plastiku, drewna. Super sprawa. W dzieciństwie mnie tym zaraził, przez pewien czas sklejałem bardzo dużo modeli. Potem pojawiła się praca, dom – nie było na to czasu. Dziś mam rozgrzebane dwa poważne modele, ale to temat na inny artykuł.  
Wyprawa po czołg 
Wracając do pomysłu Juliana. Stwierdziłem, że to super pretekst – ja sobie na legalu posklejam, być może on też się w to wkręci i kiedyś coś razem zbudujemy. Ustaliliśmy wszystko. Namierzyłem sklep modelarski i następnego dnia wybraliśmy się po prosty modelik. W sklepie ustalenia się już trochę zmieniły, bowiem naprawdę było w czym wybierać. Miałem wrażenie, że nie do końca ważne jest jaki to czołg – liczyła się tylko wielkość pudełka.  
Po negocjacjach wybraliśmy model. Zalecenie na pudełku: od 15 lat. Julian ma 7 i pół. Wiedziałem, że składanie będzie na mojej głowie. Zaoferował jednak pomoc. No nic, biorę. Oczywiście nie skończyło się tylko na kupnie modelu. Potrzebne były też narzędzia, klej, podkładki i parę innych drobiazgów.  
Po powrocie do domu rozłożyliśmy wszystko na stole w salonie. Julian bardzo szybko zorganizował ekipę pomocników. Standardowo jest to kilka ludzików Lego gotowych do działania. Otwieram pudełko, a tam mnóstwo drobnicy do wycinania, szlifowania i składania. Zabrałem się ostro do pracy. Każdy element szlifowałem, oglądałem i przymierzałem. Czołg miał być idealny – przecież robię go dla Juliana!  
Zabawa na całego 
Po 15 minutach obok mnie pojawiły się inne zabawki, a ekipa pomocników zajęła się jakimś pościgiem. Policjanci uciekali przed rekinem, a złodzieje używali mieczy świetlnych. Akcja, której nawet Batman by nie zrozumiał. Prosiłem o pomoc, jednak usłyszałem, że teraz przecież trwa pościg i nie może. Zostało tak już do końca.  
Po dwóch, może trzech godzinach ukończyłem model. Muszę przyznać, że wyglądał naprawdę super. Byłem dumny, że nadal pamiętam jak to się robi. Przypomniało mi się, jak mój tata budował dla mnie. A teraz ja buduję dla Julka. Rodzinne życie zatoczyło koło. Fajne uczucie… Pewnie mieliście kiedyś podobnie?  
Uśmiech Julka bezcenny. Złapał czołg i zaczął nim jeździć – lufa góra, dół… Natychmiast znalazły się na nim 3 ludziki Lego, jeden wylądował w środku. Można powiedzieć, że czołg od razu wszedł na pole walki. Patrząc na to miałem wrażenie, że nowo zbudowany czołg stara się jedynie przetrwać i czułem, że przegrywa z intensywnością eksploatacji.  
P.S. Znajdź czołg 😉

Poczułem się jakoś dziwnie. Nie mogłem pozbyć się wrażenia, że mój wysiłek nie jest szanowany. Napracowałem się a tu ani dziękuje, ani przytulasa, ani pytania jak się tego używa. Jakoś tak było mi źle. Nie powiedziałem nic Julkowi, nie chciałem mu przerywać zabawy. Naprawdę się zaangażował.   
Najlepszy czołg na świecie 
Dzień szybko minął. Magda wróciła wieczorem, gdy Julian już był gotowy do spania. Widać, że się wyszalał, bo szybko się położył i nie było problemu z wyciszeniem. Pogadaliśmy jeszcze chwilę w trójkę i już mieliśmy wychodzić, kiedy Julek zapytał, czy Krzyś może jeszcze chwilę zostać. Oczywiście zostałem. Przytulił się do mnie i powiedział mi do ucha „Wielkie dzięki za czołg. To jest najlepszy czołg, jaki teraz mam.”.  
Wiecie co? No złapał mnie za serce. Ta chwila była cudowna. Niepowtarzalna i trudna do opisania. Mieliście pewnie nie raz coś takiego?  
Wróciłem do Magdy i przegadaliśmy całą sytuację. Zrozumiałem, że budowałem ten czołg dla niego, ale miałem określoną wizję, jak on będzie się nim bawił, jak będzie uczestniczył w budowie, jak będzie za niego dziękował i kiedy. Założyłem to wszystko, bowiem tak na chłopski rozum – a taki przecież mam – tak się robi. Tak to działa, tym bardziej w rodzinie. Okazuje się, że nie do końca. 
Przypomniałem sobie od czego wszystko się zaczęło. Julek potrzebował czołgów do walki, która trwała. Mogłem domyślić się, że czołg nie będzie wystawką za szkłem i że będzie brał czynny udział w walkach. Kolejne założenie, że Julek wkręci się w budowę i będzie czerpał z  niej taką samą frajdę, jak ja… Julek znajduje przyjemność w zabawie, używaniu wszystkiego i nie odczuł budowy czołgu. Tym się różnimy. Czy to źle? Nie – inaczej. I to jest piękne. W pewnym sensie możemy pomagać sobie nawzajem. Ja buduję coś, co służy komuś innemu. Kiedy to wszystko zrozumiałem, poczułem się o wiele lepiej.  
Oczekiwania a rzeczywistość rodzinna 
Robienie czegoś mając z góry określone oczekiwania nie zawsze jest słuszne. W naszym przypadku się nie sprawdziło. Nowe podejście sprawia, że daje z siebie wszystko, co mogę. Jeśli to co robię płynie z serca, to Julek albo Magda okazują wdzięczność na swój jedyny, niepowtarzalny sposób. Wyrażają to wtedy, kiedy czują, że jest właściwy moment. Nie warto czekać. To samo przyjdzie.  
Dziś robię wszystko dla rodziny i czerpię z tego przyjemność. Muszę przyznać, że za każdym razem czuję się doceniony i kochany. Wdzięczność i radość. Dajemy sobie nawzajem naprawdę dużo, bez oczekiwań i założeń. Z miłości i potrzeby. To właśnie daje rodzina. 
Cieszę się, że ten czołg się pojawił w naszym domu – nie spodziewałem się, że tyle się dzięki niemu nauczę! 
   

myHillar.com Sp. z o.o.
ul. Spokojna 46
83-010 Straszyn 
NIP: 6040200665
Kim oni są?
Dwoje ludzi z dwóch światów. Dwoje dzieci z dwóch światów. W środku pies i mapa marzeń. Magdalena Soszyńska i Krzysztof Hillar postanowili dać sobie szansę i już od prawie 3 lat tworzą jak sami na to mówią Rodzinę z odzysku. Mają plan się razem zmarszczyć i spełnić tyle marzeń, ile tylko się da. Są dobrzy w komunikacji, byciu w kontakcie i rozciąganiu doby w czasie. 
Znajdź nas w sieci:
  Facebook 
  Youtube
krzysztofhillar.com - wszelkie prawa zastrzeżone
 2018-2028 All Rights Reserved